czwartek, 6 listopada 2014

Epilog opowieści

Kordian "Królik" Sobierajski zmarł w nocy wczoraj w nocy, w środę, 5 listopada.
Jego serce, zmęczone po kolejnym koniecznym zabiegu odmówiło posłuszeństwa. Nie chciało więcej bić. Lekarze zrobili co w ich mocy. Nie są jednak cudotwórcami, jak sam mawiał.
Nie myślcie jednak, że się po prostu poddał. To serce było sercem wojownika. Bo tak naprawdę Kordian umierał od 7 października, kiedy to jego operacja nie powiodła się. Zaskoczył wszystkich lekarzy budząc się po 3 dniach śpiączki, gdy dawano mu prawie zerowe szanse na przeżycie. Walczył jeszcze przez prawie miesiąc. Wierzył, że się uda. Nadal miał marzenia i plany. Pomimo wielkiego bólu, jaki doznawał i wielkiego zmęczenia
Przez ostatnie dwa tygodnie gasł w oczach. Samo serce, pewne zdarzenia w których oskarżał siebie o cudzą krzywdę nie dawały mu spokoju. Mimo to walczył, a niektóre dni były "cudem przetrwania", jak mówił. Nie każdemu mówił jak bardzo jest źle, jak to on, nie chciał nikogo martwić. Wszyscy jego najbliżsi jednak liczyli się z tym, co może się stać. I co się stało.
Siły dodawały mu wszystkie dobre myśli od jego przyjaciół, miłość, która zakwitła pod tym chorym sercem w ostatnich miesiącach, o której również nie mówił głośno. Chciał, by wszystko rozkwitnęło z czasem. Okazało się, że czasu mu zabrakło.

Kordian prosił mnie przed operacją, gdyż sądził już wtedy, że może umrzeć, bym w razie takiego wypadku to ja powiadomiła jego znajomych. Nigdy nie lubił odchodzić bez pożegnań, uważał to za nieeleganckie. Tak też chciał na wszelki wypadek pożegnać się i tutaj.
Tuż po operacji chciałam usunąć ten tekst i oddać mu też kilka listów, które miała potem rozdać. Chciałam, żeby to był jakiś znak, że jednak się uda. Kordian wolał, żebym je zatrzymała. Tak samo jak nie zmienił hasła dostępu na bloga. Jakby wiedział. Bo, przecież, on zawsze wiedział. Liczył się z tym.
Nie pozostaje mi nic innego, jak wypełnić jego wolę.
Nie usunę oczywiście jego bloga. Niech pozostanie w sieci jako pamiątka fragmentów jego pięknego życia. Bo dla nas wszystkich, jego rodziny, jego przyjaciół, był cudownym człowiekiem. Człowiekiem, którego duchowe serce było o wiele silniejsze od fizycznego. Pamiętajmy go właśnie takim.
Dla mnie i dla mojego męża był najwspanialszym przyjacielem jakiego mogliśmy mieć i najlepszym człowiekiem jakiego znaliśmy.
Niech wędruje szczęśliwe w Krainie Wiecznych Łowów.

Barbara, znana bardziej jako Frida

Jeśli czytacie te słowa, oznacza to, że ja nie żyję. Czy można było zacząć banalniej? Jak we wszystkich przygodowych filmach i tych wyciskających łzy. Ale nie mam innego pomysłu na początek, zresztą, przecież nigdy, żaden początek nie jest zbyt oryginalny.
Wszyscy rodzimy się krzycząc. Od tej reguły nie ma odstępstwa, w końcu wszyscy krzyczymy by zaczerpnąć pierwszego oddechu. Ostatni oddajemy światu z reguły w ciszy.
Jeden z moich przyjaciół, Vincent ,który zmarł krótko przede mną, o którym często tu wspominałem, zapytał mnie kiedyś, czy to dlatego krzyczymy, bo życie jest kurewsko trudne, a jesteśmy tak cisi, bo śmierć jest spokojem?
Nie umiałem mu wtedy odpowiedzieć.
Nie mam pewności i teraz, pisząc te słowa.
Ale tak, życie jest trudne. Życie, jego wybory jest trudniejsze, niż umieranie. Życie niszczy nas od samego początku, otula gryzącym powietrzem tuż po wyjściu z ciepłej wody matczynego łona. Życie uderza nas w twarz raz za razem, życie droczy się z nami, życie każe nam walczyć, nieraz każe nam krzyczeć i wić się.
Ale to wcale nie znaczy, że nie jest piękne. Nie wiem, czy tam jest tak samo, choć nigdy w to nie wątpiłem. Teraz chociaż zaspokoiłem swoją ciekawość.
Ale wy żyjecie. I nie zapominajcie, że właśnie życie, to które nieraz doświadcza nas wielkim bólem i cierpieniem, jakim dotknęło nieraz i mnie, jest piękne. Jest darem, największym darem, jaki otrzymaliście. Nigdy, przenigdy go nie zmarnujcie.
Nie zmarnujcie czasu który jest wam dany na wybory które sprawią, że życie będzie jałowe. W waszym odczuciu jałowe. Bo to określenie ma wiele znaczeń. Odważcie się decydować na to, co sprawi, że wy, właśnie wy będziecie szczęśliwi. Nawet, jeśli tak wielu tego nie zrozumie.
To między innymi właśnie chcę wam powiedzieć, ja, którego już nie ma w dosłowności w tym świecie- nie zmarnujcie życia. Bądźcie szaleni, bądźcie natchnieni, bądźcie odważni. Realizujcie wszystkie marzenia i nigdy, nigdy nie przestańcie marzyć.
Ja marzyłem zawsze. Byłem nieraz szalony w tym, by tych marzeń dotknąć. Marzyłem pewnie nawet chwilę przed tym, zanim kazali wdychać mi gaz który prowadzi do krainy, jak się okazało, wiecznego snu.
Marzyłem i zdobyłem się na odwagę. I powiem jedno- niczego nie żałuję. Niczego bym nie zmienił. Bo w swoim krótkim życiu, mimo wszystko, doznałem tak wiele. Nie chodzi o to, ile żyjesz. Ale jak żyjesz.
Ja swoje życie lubiłem. Naprawdę lubiłem i nie chciałem się jeszcze żegnać, ale jak widać, nie było wyboru. Tak właśnie miało być. Ale miałem dobre życie, więc nie warto nad nim płakać. Płaczcie nad tymi, których ciała są sprawne, ale dusze zamrożone. Płaczcie nad tymi, którzy mają oczy szeroko otwarte, a nic nie widzą. Zajmijcie się żywymi i ich losem. O zmarłych nie trzeba się martwić. Zmarli mają się dobrze. Za nich nie trzeba się modlić. Modlitwy i ciepłe myśli trzeba kierować ku żywym.
Zmarli są być może po to, by z ich dawnych ciepłych myśli korzystać, w nich się ogrzewać. Nasłuchiwać echa ich opowieści, w której było dobro. W tym, co dali wam kiedyś. Nie trzeba się o nich martwić nic a nic.

Nie płaczcie nad tym, że ktoś nie żyje, zwłaszcza ktoś, kto w waszym życiu był tylko błyskiem, tchnieniem. Nikim tak ważnym, by zostawiać po sobie wielkie dziury.
Nie płaczcie, dlatego że umarłem. Nie płaczcie, bo coś się skończyło.
Jeśli cokolwiek dla kogoś tutaj znaczyłem, nie płaczcie. A cieszcie się, że w ogóle byłem. Człowiek nie powinien nigdy żałować, że coś stracił, kogoś stracił. Bo tak naprawdę nic nie należy do niego. Posiadanie to tylko ułudy. Wszyscy pływamy w oceanie, którego pieszczotę na naszym ciele możemy doceniać. Możemy śpiewać w nim głośno cudne pieśni. Ale nigdy nie oswoimy fali, możemy ją tylko ujeżdżać. Ale nie posiadać.
Nikt więc nigdy mnie nie miał na własność. Być może, stałem się nieraz kolejną falą w czyimś życiu, tak po prostu. Jeśli przyniosłem z nią coś dobrego, cieszę się. I sam za to dziękuję. Jeśli coś zniszczyłem sobą, z całego serca przepraszam.

Nigdy nie płaczcie dlatego, że ktoś odszedł z waszego życia. Czy umarł, czy złamał wam serce, czy po prostu poszedł w swoją stronę. Doceńcie tylko to, że mogliście go poznać. I dostrzeżcie też to, czego miał was nauczyć. Bo każde spotkanie jest też nauką. O własnym życiu. O sobie samym.

Zresztą, nikt tak naprawdę do końca nie odchodzi.
Wszyscy jesteśmy opowieścią, którą sami piszemy. Opowieścią, która kiedyś przeminie, w której zatrą się echa słów i piosenek. Przez jakiś czas jednak moja opowieść będzie żywa, moje słowa i dźwięki będą niosły się przez świat wraz z wiatrem, moje myśli nigdy nie zostawią wielkiej pustki. One się tylko oddalą.
Będę we wspomnieniach które po sobie zostawiłem, w słowach które napisałem, w muzyce, którą stworzyłem. Będę śladem w oczach ludzi, którym podarowałem uśmiech. Będę snem w nocy, który wcale nie przerazi, który dobrze śnić. To wszystko będzie trwało, z czasem coraz mniej widoczne. Ale moja opowieść być może zbuduje inne opowieści, opowieści, którymi karmi się świat. Nikt z nas nie jest bez znaczenia i ja też nie byłem. Dodałem coś od siebie światu. Sam świat w sobie przecież nosiłem, w swoich kościach kości dawnych ludów, w swojej duszy gwiezdny pył wszechświata. I ty także to w sobie masz, ty, który czytasz jedne z moich ostatnich słów. Powtórzę ci, ja, głos zza grobu, który już nie ma czasu w tym dosłownym ciele- nie zmarnuj tego.

Nie odejdę więc całkiem.
Moja opowieść będzie niosła się echem, mam nadzieję, dobra opowieść, mimo wszystko. Jeśli jednak chcecie uczynić mnie nieśmiertelnym w świecie ludzi,według waszego czasu, nie płaczcie, nie żałujcie że mnie nie ma, choć nadal jestem w echach samego siebie.
Jeśli chcecie uczynić mnie nieśmiertelnym, nie stawiajcie mi pomników, nie żałujcie niczego co było mną.
Jeśli chcecie uczynić mnie nieśmiertelnym, śpiewajcie dla mnie czasem wesołe piosenki. Jeśli chcecie mnie pożegnać, napiszcie dla mnie wiersz, wypijcie dla mnie słodkie wino i zatańczcie pod księżycem. Wykrzyczcie do gwiazd, symbolu tego, co martwe, wykrzyczcie całą muzykę, jaką w sobie nosicie, wykrzyczcie moje imię bez żalu, pod tym niebem, pod którym przecież wszyscy nadal jesteśmy.
Jeśli chcecie uczynić mnie nieśmiertelnym w oczach ludzi, nie płaczcie, a śmiejcie się.
Bo jestem nadal opowieścią, która się dokonała, ale jestem opowieścią, w której nic nie brakowało.

Ale ta opowieść nie miałaby nigdy znaczenia bez miłości.

Będę w tchnieniu żywych, którzy mnie kochali i których ja kochałem. W tchnieniu tych, którzy nawet nie wiedzieli być może, że oddałem im kawałek swojego chorego serca.
Zawsze, gdy patrzyłem w gwiazdy, były dla mnie wyjątkowe. Usłyszałem kiedyś o tym, że niektóre gwiazdy są martwe, wypalone, ale ich światło nadal do nas dociera. Z czasem słabnie, jak wszystko, z czasem ostatnie okruchy gwiazdy wracają do miejsc, z których pochodzą.
Podobnie jest z miłością. To, że ktoś odszedł, nie znaczy, że nie ma miłości. Ona zawsze zostaje. Ona zawsze otula tych, którzy zostali. Rozświetla im mrok. Jak napisałem dość niedawno kiedyś komuś, jeśli bałem się jednego- to tego, że zostawię za mało światła. Tego, że nie świeciłem, nie ogrzewałem, nie płonąłem miłością na tyle mocno za życia, że to tak szybko się wyczerpie!
Nie mi to oceniać. Mnie już nie ma. Ale wiem, że gdy żyłem, starałem się. Starałem się z całych sił, patrzyłem sercem i słuchałem go. Widziałem piękny świat, który kochałem. Widziałem wspaniałych ludzi, też w każdym z was po kolei, wspaniałych ludzi, którym zawsze chciałem dać trochę czułości.
Czułość, moje ukochane oblicze miłości.
Całe życie się starałem.

W tym życiu było najważniejsze. I o tym też możecie pamiętać, o mojej miłości, treści życia. O miłości która wiruje w tańcu pod księżycem.
I wy kochajcie także. Nie zamykajcie swoich serc przez uprzednie zranienia czy tęsknoty. Kochajcie zawsze, bo to jest to, co po was zostanie, jedyna rzecz, którą warto zapamiętać. Jak głęboko kochaliście.
Bo ja kochałem.
Kochałem.
Kochałem.
Kochałem.

I tą miłość i wam zostawiam.
Bo na mnie już czas. Na ostatnią, największą przygodę, z której już przecież nie wrócę.
Macham wam na pożegnanie, ostateczne, Włóczykij w czarnym kapeluszu, Skrzypek na zapadającym się dachu, Indianin tańczący pod niebem.
Ten, który kochał. Ten, który zawsze pamiętał o czułości.

Żegnajcie. 

69 komentarzy:

  1. Nie mogę w to uwierzyć...siedzę i płaczę jak dziecko.
    Wiem Kordianie że na pewno byś tego nie chciał, ale w tej chwili jest to silniejsze ode mnie...;(
    Mimo kapiących na klawiaturę łez chciałabym Ci tyle powiedzieć, ale słowa które są w mojej głowie nie potrafią ułożyć się w logiczną całość...
    Wierzę bardzo w to, że tam gdzie jesteś ogarnia Cię pełnia szczęścia, że nie cierpisz, że jesteś wśród bliskich, z Ukochaną Mamą...
    Wierzę, że Ten Tam na Górze zabrał Cię z jakiegoś poważnego powodu, że ma dla Ciebie jakąś misję.
    Jestem ogromną szczęściarą, że kiedyś tam trafiliśmy na siebie w tym wirtualnym świecie, że mogłam Cię poznać!
    Nie chcę mówić żegnaj, mówię do zobaczenia Kordianie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzieś od pól roku albo i wiele dłużej... gdy zaczęłam czytać... mówiłam sobie "Tak, w końcu napiszę komentarz. Napiszę. Napiszę i porozmawiam".

      I tak mijał dzień za dniem, i tydzień za tygodniem, i nie napisałam.

      I co? I nie zdążyłam...

      Nie wierzę.

      Usuń
  2. Tak naprawdę nie wiem, co napisać.

    Nie potrafiłam nie płakać ( zresztą często ryczę)

    Wczoraj pomyślałam, ze dziś mam dużo czasu to poczytam kilka twoich notek, najpierw zaczęłam od tej. Teraz ślęczę i czytam inne, na które nie miałam wcześniej czasu. Nie potrafię tak po prostu zostawić tego bloga tego postu i odejść.
    Żałuję, że nie było mnie tu wcześniej

    Wierzę, że będzie ci dobrze w tym drugim świecie, podobno lepszy

    OdpowiedzUsuń
  3. Kordianie, ja wierzę, że Bóg chciał, byś dalej mógł cieszyć się podróżami, odkrywaniem nowości. Wiem, że po tamtej stronie masz tego pod dostatkiem. Nieskończoną ilość czasu. Będzie mi brakować Twoich słów. Bardzo mi przykro, że nie było mi dane poznać Cię w realu, ale niezmiernie się cieszę, że mogłam odkrywać część Twojej duszy poprzez bloga.

    OdpowiedzUsuń
  4. Moje komentarze tutaj zazwyczaj były przesadnej długości... Dzisiaj nie jestem w stanie tyle z siebie wykrzesać... Napiszę tylko: dziękuję. Dziękuję Ci za to, że pojawiłeś się w moim życiu, za każde napisane przez Ciebie słowo, za "rozmowy" w komentarzach czy poprzez maile, udzielane rady i wskazówki. Byłeś dla mnie pewnego rodzaju nauczycielem, którego naukę chłonęłam jak gąbka, a zarazem cudownym przyjacielem z blogsfery, którego moje serce będzie pamiętać do ostatniego uderzenia.
    Nie potrafię nie płakać, może dlatego, że jestem w szoku... mogę jedynie obiecać Ci, że do tych łez nie będę się przywiązywać, a moje wspomnienia o Tobie wypełnię pozytywną energią, którą Ty sam wypełniałeś nie tylko swoje życie, ale też życie wszystkich ludzi, których kochałeś.
    Gdziekolwiek tam wędrujesz, kochany Włóczykiju, mam nadzieję, że jesteś szczęśliwy. Dziękuję...

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wierzę. Nie dociera to do mnie. Zwłaszcza pierwsze zdanie...
    Staram się szanować Twoją wolę, staram się, ale przecież Ty wiesz... Wiesz, że to jest silniejsze.
    Napisałeś, żeby nie żałować, a ja żałuję. Żałuję, że gdy w czerwcu zaproponowałam spotkanie, napisałeś, że nie jesteś gotów, nie teraz. Odpuściłam. Po operacji umówiliśmy się na wiosnę, pamiętasz? ... Nie, nie jestem zła. Jest mi przykro, że nigdy nie będzie mi dane Cię poznać. Poznać człowieka spod którego palców wypłynęło tyle pięknych tekstów.
    Chociaż... może tak miało być? Cały czas mi to powtarzałeś, wciąż mówiłeś, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. Tak samo mówiłeś o spotkanych ludziach. Ja wiem, że natknęłam się na Ciebie nie przypadkiem. Zmieniłeś mnie, zaczęłam doceniać chwile - każdą chwilę.
    Najbardziej boli to, że nie napiszesz tutaj już nic więcej... Ale cieszę się, że Cię poznałam. Chociaż tutaj. W mojej głowie pozostaną te radosne chwile pełne głupkowatych odpowiedzi, śmiechu...
    Byłeś dobry, byłeś wyjątkowy i nigdy Cię nie zapomnę... A więcej opowiem Ci, gdy usiądę pod gwiazdami. Wiem, że mnie usłyszysz i pogadamy sobie jeszcze nie raz. Także... Nie piszę żegnaj. Na razie Kordianie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Może i nie komentowałam Twoich wpisów (dobra, jeden skomentowałam) i nie byłam czytelniczką Twojego bloga od samego początku, i nawet nie zdążyłam Cię poznać, i jeżeli ktoś tu może pisać o czymkolwiek pod tym wpisem to na pewno nie ja. Mimo to postaram się napisać kilka słów, dosłownie kilka. Dziękuję, że odnalazłeś mojego bloga w tej ciemnej otchłani Internetu. Dziękuję za kilka słów, które skreśliłeś pod moimi postami. Dziękuję za to, że mogłam czytać Twoje wpisy (nawet i te stare ze stycznia 2014). Tak miało być. Jedyne, co mogę obiecać to to, że na moim blogu zawsze będzie ciemno, kazałeś, żebym się nie dała i uwierz, że się nie dam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję za to, że było mi dane Cię poznać. Nic, że wirtualnie, właśnie przez blogi poznajemy najlepiej nasze dusze.
    Za dostrzeganie we mnie człowieka od początku do końca.
    Za to, że byłeś jedną z nielicznych osób, która nie osądzała innych, a starała się wesprzeć.
    Za wrażliwość i pomoc w dostrzeżeniu jasnych stron, piękna.

    Za Wszystko.

    Zawsze będziesz w moim sercu....

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiesz co, wysłałam Ci dzisiaj rano wiadomość, bo wiedziałam, że wczoraj miałeś być u lekarza. I tak nie dostawałam odpowiedzi, myślałam sobie: pewnie odpoczywasz. Co będziesz sobie głowę zawracał odpisywaniem. Później, siedząc na nudnym wykładzie (tak, wiem, kiedyś będę za tym tęsknić), włączyłam Internet. Wyświetliła mi się Twoja nowa notka. Zobaczyłam tytuł< "epilog.." i już w czasie ładowania się strony pomyślałam, że Ci trąbnę, że tak napisałeś, że przecież to nie koniec... po czym to przeczytałam - tylko w połowie, bo nie chciałam się rozbeczeć tak przy wszystkich (jeszcze by pomyśleli, że historia cywilizacji mnie tak wzruszyła). Teraz siedzę w pokoju, zamazana, zapłakana... Czasem trudno jest się pogodzić z biegiem rzeczy, kiedy ten bieg jest nieporozumieniem, kiedy meta jest nie taka, jaka być powinna. Zawsze byłam pod wrażeniem tego, jak wszystko znosisz z godnością. Jak nie chcesz sprawiać kłopotu innym, nawet tym, którym na Tobie zależy. Byłeś, jesteś i będziesz tym pozytywnym duszkiem, który we wszystkim potrafił znaleźć coś pozywytnego.

    Mam nadzieję, Kordianie, że dobrze Ci tam. Że w końcu spotkałeś się z tymi, których przedwcześnie utraciłeś. Nie ma słów, którymi bym mogła opisać jak smutno mi jest i jak bardzo się z tym nie zgadzam. To teraz się nie liczy. Liczy się to, że nie cierpisz. Wiem, że nie chcesz żebyśmy po Tobie płakali, ale ja nie potrafię. Twoje posty były kopalnią mądrości, ba, sam byłeś niezwykle mądrym człowiekiem i choć Twoje życie było za krótkie, totalnie, to przeżyłeś je dobrze. W głowie kłębią mi się mądre słowa, którymi chciałam Cię jeszcze uraczyć, opowieściami, którymi się chciałam podzielić. Mogę jedynie powiedzieć, że dziękuję - za wszystko, za to że byłeś. I, będę Cię wspominać zawsze - tylko w superlatywach. Zresztą, kiedy dojdę do siebie pewnie przeczytam wszystkie wiadomości, które ze sobą wymieniliśmy. Dziękuję za każde dobre słowo, za zrozumienie, za to, że byłeś, że mogłam się wygadać.

    Trzymajcie się, wszyscy, szczególnie Wasi dziadkowie i Wy. Jestem z Wami sercem, a, Kordianie, ja się nie żegnam, ja mówię: do zobaczenia...

    OdpowiedzUsuń
  9. Płaczę, ale płaczę ze szczęścia. Zabrzmi to głupio, ale jestem ogromnie szczęśliwa, że trafiłam tutaj, że miałam okazję czytać 'świat' z takiej perspektywy. Bo właśnie ten świat kocham najbardziej i Twoje teksty pozwalały mi to sobie uświadamiać. I jest mi przykro, ale wiem, że pamięć jest o wiele trwalsza od łez. Wolę więc o Tobie pamiętać, niż płakać. Bo Twoja wędrówka teraz już pozbawiona jest cierpienia. A ja dzięki Twojemu pożegnaniu kocham świat z całych sił.

    OdpowiedzUsuń
  10. Rany, w pierwszej chwili pomyślałam, że to jakiś żart, że to niemożliwe. Byłam pewna, że masz przed sobą jeszcze wiele lat życia i niesamowitych przygód. Kordianie, z pewnością wniosłeś coś do blogowego światka i życia wielu osób będących jego częścią. Nigdy nie zapomnę tego trochę zwariowanego chłopaka, który podobnie jak ja trochę nie ogarniał dzisiejszego świata.

    OdpowiedzUsuń
  11. Kordian.... Dlaczego? Trafiłam na Twojego bloga już jakiś czas temu, nie jest to wyjątkowo długo. Byłeś takim wspaniałym człowiekiem. Nie mogę w to uwierzyć. Przekonywałam Cię, że jeszcze nie jedną podróż w życiu odbędziesz... Twój blog i to co na nim nam przekazywałeś było chyba jedną z najcenniejszych rzeczy jaką można spotkać w tym wirtualnym świecie. Już kiedyś napisałam, że byłeś taki, pisałeś tak, że aż chciało się Ciebie przytulić, mimo że Cię nie znałam. Kordian.... Będę tu zaglądała... Zaglądałam tutaj też oczekując odpowiedzi na komentarz, jeżeli jakiś tu u Ciebie zostawiłam i ta odpowiedź zawsze się pojawiała, teraz się nie pojawi... I jak my mamy nie płakać, byłeś takim człowiekiem, że nie da się nie płakać.




    i.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, że jak zostawiłam tu swój pierwszy komentarz to napisałam m.in. żebyś tylko nie przestawał pisać .... A Ty napisałeś, że jak na razie nie zamierzasz....
      Nie mogę w to uwierzyć.



      i.

      Usuń
    2. Zostałam dawcą Króliku. Dziękuję.



      i.

      Usuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. W pierwszej chwili nie mogłam uwierzyć, szczególnie po przeczytaniu pierwszego zdania. Ale powoli zaczynam oswajać się z tą myślą. Napisałeś,że nie powinno sie żałować, ale ja nie umiem tego nie robić. Aż chciało by się zacytować "smutno mi Boże". Twojego bloga nie zapomnę i Ciebie oczywiście. Twoje posty zawsze z chęcia czytałam, było w nich wiele mądrych rzeczy i optymistycznych. Bo ty własnie patrzyłeś na świat zawsze przez różowe okulary i dzięki Tobie ja tez patrzyłam w te sposób. Napisałabym coś więcej, ale dzisiaj po prostu nie umiem. Poza tym głupio mi, że w ostatnim czasie odwiedzałam Twojego bloga tylko czasami. Na prawdę źle się z tym czuj. Jednak wiem,że łzy na nic się nie przydadzą. Po prostu życzę Ci,żebyś się się dobrze czuł "gdzieśkolwiek jest, jesliś jest". Tym cytatem zakończę, na razie Kordianie

    OdpowiedzUsuń
  14. Aj... miałam taką nadzieję, że się zobaczymy. Że niedługo będę mogła Cię poznać osobiście... ale los chciał inaczej. I godzę się z tym, Króliku. Zobaczymy się kiedyś, kiedy i mnie Ona zawoła. Poczekam cierpliwie na to spotkanie.
    Bo w czasie, kiedy Cię czytałam, byłeś mi inspiracją. I nadal jesteś i będziesz. Bo całym sobą świadczyłeś, że pomimo doświadczonego cierpienia można żyć pełnią życia, cieszyć się i kochać. I to zawsze będę miała w swoim sercu. Nie mnie już załamywać się na pogrzebach, bo pojęłam w tym roku właśnie, gdy Ciebie czytałam, że ludzie umarli nadal żyją. Jak napisałeś - w naszych sercach. Także, Drogi Przyjacielu - szerokiej drogi!

    I jeszcze kilka słów dla rodziny, jeżeli ktoś to przeczyta: najszczersze kondolencje. Kordian dołączył do Matki, na pewno jest szczęśliwy, ale to już pewno wiecie. Chciałabym jakoś Was wesprzeć, przekazać iskierkę ciepła, ale mogę tu tylko to napisać. Trzymajcie się ciepło.

    Miss Pewter

    OdpowiedzUsuń
  15. Pierwsze słowa które przychodzą mi na myśl, to NIE WIERZĘ. Bo trudno jest uwierzyć w Twoje odejście, wg mnie miałeś w sobie tak ogromną wolę życia i energię, że ciągle jeszcze zwracam się do Ciebie. Jeszcze wczoraj wymieniliśmy komentarze. Cóż, bądź szczęśliwy, gdziekolwiek jesteś, bo przecież cały nie umarłeś...

    OdpowiedzUsuń
  16. Żywa Jaskółka06.11.2014, 21:17

    Popatrz tylko, Kordianie, jacy wszyscy są mili. To ja na przekór zacznę inaczej - nie tak się umawialiśmy chyba? Przecież miałam cię spotkać i dać ci po głowie (żeby to raz, prawda?), miałam usłyszeć twoją muzykę... I nie, to, że śniłeś mi się dziś i grałeś w tym śnie się absolutnie nie liczy. Ani trochę. Ale sen był ładny, tak jak muzyka w nim, to ci muszę przyznać. Możesz jeszcze kiedyś wpaść i zagrać. I wybacz, nie zaśpiewam ci wesołej piosenki, bo nie zdzierżyłbyś mojego fałszowania. Nie zatańczę też, bo doprawdy, byłby to komiczny widok. (Tak, masz rację, znów udaję trochę błazna, znów żartuję, żeby było łatwiej, prościej, weselej, znasz mnie. Cóż, wybacz. :) ) Powtórzę - nie będzie śpiewu z mojej strony, nie będzie tańca. Ale napiszę ci wiersz, dobrze? Albo list. Napiszę i przeczytam przy księżycu tych kilka, kilkanaście zdań, usłyszysz. Dobrze cię było poznać, Królik, wiesz? A to, co się stało, nie jest końcem, jest po prostu zmianą. I dzięki za wszystkie listy, za uczenie tej małej ptaszyny o pogruchotanych, że warto żyć. Dzięki za uczenie jej latać.

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie wiem co napisać ;(
    Coś dziwnego towarzyszyło mi kiedy pisałam u Ciebie na blogu komentarz pod poprzednią notką.. Nawet przeszło mi przez myśl, że być może to ostatni (bo tak mi utkwiła ta data 7 listopada, o której pisałeś). Jednak zaraz po tym sama się skarciłam w myślach. Niestety przeczucie mnie nie pomyliło.
    Mam nadzieję, że tam gdzie jesteś - jest Ci dobrze.
    Dziękuję Ci za wszystko.
    Będzie nam Ciebie brakowało.

    OdpowiedzUsuń
  18. Teraz na pewno uśmiechasz się do nas wraz ze swoją Mamą - chcę w to wierzyć i wierzę..Kiedyś Ci napisałam, że nikt tak pięknie nie pisze bloga jak Ty, będzie Nam Ciebie brakować i jest mi przykro...bo tak szybko, za szybko nas opuściłeś, ale wierzę w to, że Bóg ma wobec Ciebie lepsze zamiary i tam gdzie jesteś teraz jest Ci najlepiej. Nie mówię żegnaj, mówię do zobaczenia Kordianie. Cieszę się, że byłam w gronie tych szczęśliwców, którzy mogli Cię poznać przez te wszystkie literki i słowa zapisane tutaj w wirtualnym świecie.Byłeś naprawdę wyjątkową osobą, która nie da o sobie zapomnieć... dziękuje Ci za każde dobre słowo! śpij dobrze...

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie bywałam tu często... ale mam nadzieję że teraz jest już dobrze... i nie cierpisz
    śpij spokojnie....

    OdpowiedzUsuń
  20. Napiszę tylko do zobaczenia!

    OdpowiedzUsuń
  21. chociaż nie znałam Cię Króliku, a czytałam tylko potajemnie, nigdy nie komentując, to czytając Twoje ostatnie słowa poryczałam się jak głupia, wyjąc w poduszkę. nie wierzę. wciąż nie wierzę w prawdziwość pierwszych słów tego posta... chciałam coś napisać pod którymś z ostatnich postów, ale brakowało mi słów. nikt inny nie potrafi tak pięknie opowiadać. tak pięknie żyć. z pasją, wielkimi marzeniami. i miłością do świata. i nie da się nie płakać. jesteś wyjątkowy, bo przecież jesteś. żyjesz w sercach ludzi. w moim też zostaniesz.
    k.

    OdpowiedzUsuń
  22. Jesteś moim dobrym duchem Kordianie, nie zapomnę Cię.

    OdpowiedzUsuń
  23. żegnaj, Króliczku. nikt nie pomógł mi tak, jak Ty.

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie wierzyłam w to, że umrzesz :(
    Dziś spojrzałam na kalendarz, zobaczyłam datę 7 listopad i pomyślałam o Tobie i o Twojej mamie. Zalałam kawę wodą i weszłam tu i co patrzę?
    Nie, to nie możliwe.
    Nie mogę się z tym pogodzić.

    Marzyłeś o uścisku Twojej mamy i wierzę, że tam gdzie jesteś właśnie trzymacie się w ramionach i nadrabiacie lata chwil bez siebie.


    Boże.

    OdpowiedzUsuń
  25. Dziękuję Ci, bardzo mi pomogłeś. Dziękuję za każdy wpis tutaj, chociaż żałuję, że tak krótko znałam Ciebie i Twój blog, dziękuję za każdy komentarz u mnie na blogu, za tyle miłych słów. Kochałeś podróże i teraz czeka Ciebie ta najwspanialsza, bez żadnych ograniczeń, zobaczysz miejsca, które zawsze chciałeś i te, o których nawet nie śniłeś. Wierzę, że jesteś, że nie odszedłeś, bo w końcu zostawiłeś nam cząstkę siebie. Szkoda, że nigdy Ciebie nie zobaczę, a miałabym Ci tyle do powiedzenia. Chciałabym usłyszeć, jak grasz, jak śpiewasz, albo chociaż przeczytać jeszcze jeden wpis tutaj. I chociaż nigdy nie widziałam Twojej twarzy, to jeden raz, pewnej nocy pojawiłeś się w moim śnie.

    Będę tęskniła za Twoimi słowami. Byłeś niesamowity.

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie mogę w to uwierzyć, ale dziękuję tobie, że trafiłam tutaj choć całkiem niedawno. Byłeś wspaniałą osobą. Nie mogę nie płakać. Tak to boli rozstanie innych ludzi, ale trzeba dziękować, że byłeś. Moje komentarze nie były zbyt długie, lecz byłeś kimś ważnym dla nas wszystkich. Twój blog dał mi wiele do myślenia. Dlatego więc żegnaj. Byłeś niesamowitą osobą

    OdpowiedzUsuń
  27. Tak dawno tu nie zaglądałam, a teraz całkiem przypadkiem w sumie, od razu trafiam na ten post. I wiem, że już tego nie przeczytasz, ale nie potrafię pozostawić tych słów bez komentarza. Bo chociaż tak naprawdę nigdy Cię nie poznałam, to Twoje wypowiedzi za każdym razem poruszały mnie do żywego. I dlatego jest mi cholernie przykro, a łzy same cisną się do oczu. Uważam, że byłeś naprawdę wyjątkową osobą. Ale teraz pozostaje mi tylko życzyć lepszego życia "tam" oraz dobrego, wiecznego snu. Żegnaj Kordian.

    OdpowiedzUsuń
  28. Chciałam tu jeszcze zostawić swoje takie trochę dłuższe pożegnanie, tak całkiem od serca, ku pamięci:
    http://my-practical-illusions.blogspot.com/2014/11/do-widzenia-woczykiju.html

    OdpowiedzUsuń
  29. Dziwne uczucie w sobie teraz noszę... Tak, to bardzo dziwne uczucie...
    Jedno jest Niebo ponad nami.

    OdpowiedzUsuń
  30. Chyba.... Nie potrafię opisać co teraz czuję... Był niesamowity, mieliśmy spotkać się na piwo. I miało po operacji być dobrze. Jeszcze pisaliśmy i w ogóle... Nie mogę w to uwierzyć. Po prostu nie mogę i chyba się na to nie godzę...

    OdpowiedzUsuń
  31. .. zawsze tu byłam.. odkąd wpuściłeś mnie do "swojego świata" .. tylko Ty wiedziałeś że "mamy swój świat".. teraz powstaję, staję się realna.. teraz łzy już mniej lecą, mimo że obiecałam, że płakać nie będę ... Więc wkraczam i "w ten świat' .. Wielu z Was "poznawałam przez Kordiana".. poznawałam Wasze słowa i myśli. Dziś mówię "witajcie" ...
    A Ty Króliczq.. dobrze wiesz, że jedynym lekarstwem jest czas.. Ja napiszę, wiesz, że napiszę, ale jeszcze nie teraz. Jeszcze nie znajduję odpowiednich słów .. jeszcze nie...
    Do zobaczenia Kordianie .. Ty wiesz (...)

    OdpowiedzUsuń
  32. dziękuję Ci Króliku za to, że kiedy się rozpadałam Ty trzymałeś mnie przy życiu. dziękuję za słowa i muzykę, którą dzieliłeś się ze mną. nigdy Cię nie zapomnę. a teraz tak bardzo mi Ciebie brakuje.

    nie zaponę Cię.

    OdpowiedzUsuń
  33. Wchodziłam tu wiele razy, skomentowałam tylko raz, niedawno.. Sama nie wiem, czemu tylko ten jeden jedyny.. Może dlatego, ze zawsze ciężko było mi ubrać w słowa to, co czułam czytając?
    Lubiłam tutaj wchodzić, lubiłam te notki pełne pozytywnej energii. Mimo, ze Ciebie już nie ma cieszę się, że wpisy zostaną. Wiem, że jeszcze wiele razy tutaj wrócę, zwłaszcza w gorsze dni, żeby dostać od Ciebie choć trochę tej siły.

    OdpowiedzUsuń
  34. Tyle chciałam napisać, wchodzę tu po kilka razy dziennie z nadzieją, że w końcu uda mi się zostawić jakieś słowo, ale ciągle mi go brakuje... to tak, jakbyś chciał krzyczeć, ale masz ściśnięte gardło. Chociaż wydaje mi się, że słowa są zbędne. Wszystko wiesz, puściłam swoje myśli prosto do gwiazd, tam gdzie teraz jesteś i Ty po prostu wiesz i ja wcale nie muszę nic pisać... wiem, że Tobie tam jest dobrze, a Twoja dusza pozostanie z nami na zawsze. "Jeśli cokolwiek dla kogoś tutaj znaczyłem, nie płaczcie. A cieszcie się, że w ogóle byłem." I jak tu nie płakać? Choćbym nie wiem jak chciała spełnić Twoją prośbę, to nie mogę. Nie chcę. Nie można tłumić w sobie emocji. Ale przez ten płacz, cieszę się, że byłeś. I wierzę, że wciąż jesteś. "Jeśli chcecie mnie pożegnać, napiszcie dla mnie wiersz, wypijcie dla mnie słodkie wino i zatańczcie pod księżycem." Da się zrobić, no może poza tym wierszem, bo ja poetką nie jestem i kiepski byłby ten wiersz. Ale mogę napisać do Ciebie list, w listach można wyrazić o wiele więcej niż się wydaje. I to mogę Ci obiecać.

    Będę tęskniła z Twoimi opowieściami, ale kiedyś znów usłyszymy kolejne historie, znów będziesz czarował słowami i to będzie piękna chwila. Do zobaczenia, Kordianie!

    OdpowiedzUsuń
  35. W przedostatniej wiadomości napisałeś, że - o ironio - zapalisz za mnie świecę. Dziś to ja powinnam to zrobić dla Ciebie, bo właśnie z takim ciepłym blaskiem będę już zawsze kojarzyć Twoją osobę. Nie potrafię napisać Ci 'żegnaj', bo wiem, że gdzieś kiedyś mogę odważyć się zostać Twoją Ofelią; że jeszcze kiedyś przez przypadek pomyślę, by napisać Ci, że jednak wpadnę na herbatę, by trochę pomilczeć w cztery oczy; że to nie jest moje ostatnie słowo. Bo tak nie kończy się rozmowy. Nie w pół zdania; nie, kiedy przez myśl przelatuje mi, że muszę Ci wysłać piosenkę, a właściwie kilka, chociaż nie mam czasu na słowa, a potem nagle okazuje się, że nie mogę.
    Bo Ciebie fizycznie już nie ma, Kordian.

    I wiesz, to jest zwyczajnie gorzkie. dlatego puszczam te piosenki, choć wewnątrz mnie jest teraz cisza - puszczam, bo wiem, że byłeś poniekąd muzyką. I jeśli w jakikolwiek sposób mogłabym teraz z Tobą porozmawiać - to tylko piosenkami.

    I odnajduję powoli spokój, bo zaczarowałeś dla mnie też pewne dźwięki. Jak wiele innych rzeczy. Ja zawsze widziałam w Tobie odrobinę magii. Widziałam ją w Twoich słowach, myślach. Ona pozostanie.

    Spotkamy się gdzieś po drodze, Wieczny Włóczykiju. To jeszcze nie ostatni mój list do Ciebie, ale z pewnością najkrótszy. Czasem nie potrzeba wielu słów.

    Do zobaczenia!

    OdpowiedzUsuń
  36. nie da się nie płakać w takiej chwili, może nie tak dawno nasze drogi się tu zaszły, ale zdecydowanie czułam, że wiąże nas nic przyjaźni, kurde! naprawdę dobrze się dogadywaliśmy, tyle cennych rad dostałam od Ciebie, nauczyłeś mnie zupełnie innego spojrzenia na świat, na ludzi, tak bardzo chciałabym z Tobą jeszcze kiedyś porozmawiać, poradzić się, cholera! przecież mieliśmy iść razem na oceanografię! przecież chciałeś jeszcze coś studiować?! i tak zostawiłeś mnie samą? :(
    Dziękuję Ci Kordianie z całego serca, że choć na chwilę byłeś, że mogłam Cię poznać i wiele się od Ciebie nauczyć, już na zawsze pozostaniesz w moim sercu jako fantastyczny przyjaciel, chociaż niestety nie udało nam się spotkać w realny świecie.
    Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się przezwyciężyć strach i żyć naprawdę pełnią życia.!
    Jeszcze raz dziękuję za wszystko, dziękuję, że byłeś...

    OdpowiedzUsuń
  37. Jest juz 11 listopada, zaraz po północy, chcę iść spać, i nagle odkrywam ten post i nic juz nie może być takie samo.

    Tak krótko. Tak krótko znałam- choć tylko w internecie- człowieka imieniem Kordian. Kurde, czemu tak po Tobie płaczę, nie rozumiem, może i byłeś tylko jedną falą w moim życiu, ale każdy mądry i dobry człowiek, którego spotkałam, jest godzien pomnika, a zwłaszcza Ty. Nigdy bym się nie spodziewała, że umrzesz. jeszcze wczoraj pisałam w notatniku, że śmierć jest tajemnicą... Teraz jest tajemnicą, która mnie dotyka. To kolejna lekcja. Nawet zza grobu mnie uczysz. Dziękuję, mogę tylko dziękować... Nie zapomnę, na pewno, na pewno nigdy nie zapomnę, tego wieczoru 11 listopada i tej daty- 5 listopada, nigdy nie zapomnę Twojej osoby, "choć przemknąłeś przed nami jak cień... Palcie w łaźni, aż kamień się zmieni w pył... Przecież wrócisz, gdy zacznie się świt...." Nie zapomnę.

    OdpowiedzUsuń
  38. Można powiedzieć, ze trafiłam tutaj przypadkiem... dopiero wczoraj dowiedziałam się o Twoim blogu, o Tobie, o wspaniałym człowieku z genialnym nastawieniem do życia. Mimo tylu przeciwności losu byłeś... (nadal jesteś!) taką iskierką w życiu wielu ludzi! Można by zapytać - po co się tutaj udzielam teraz w tym momencie? Co ja o Tobie wiem? Fakt. Praktycznie nie wiem nic nt. Twojej historii... ale nawet sam epilog potrafił mnie poruszyć, Twoje słowa, eh, JESTEŚ (bo zawsze będziesz!) nieziemsko mądrym, wrażliwym, poruszającym facetem, który potrafi dotrzeć nawet do mojego wnętrza, wnętrza, które zdaje się być Twarde jak jak kamień, otoczone przeogromnym murem! Mimo, iż moje życie ostatnio sypie się, wszystko upada jak klocki domina... dajesz mi swoimi słowami taką nadzieję, że kurcze - da się! Da się żyć pięknie!

    Mam nadzieję, że kiedyś podczas tej ostatecznej wiecznej wędrówki się spotkamy i będę mogła Ci powiedzieć DZIĘKUJĘ. Dziękuję za motywację, za nadzieję, za wskazówki.

    OdpowiedzUsuń
  39. do widzenia Kordianie.. znaliśmy się, niestety jedynie tu, na blogu, i to od względnie krótkiego czasu, ale to wystarczyło, żebym zrozumiała, że jesteś wyjątkowy. teraz siedzę i podpieram twarz rękami.. dlaczego Cię zabrakło? mam nadzieję, że jesteś szczęśliwy. dziękuję za Twoją wrażliwość i niezwykłe pojmowanie świata. szczęśliwych łowów

    OdpowiedzUsuń
  40. Kordian...
    Nie wierzę w to co czytam...
    Dziękuję Ci. Nie zapomnę nigdy!!!

    OdpowiedzUsuń
  41. Bardzo mi przykro. Nie znaliśmy się. To olbrzymia strata dla blogosfery.

    OdpowiedzUsuń
  42. Machamy Ci z ziemi, ale nie na pożegnanie.
    Kiedyś przecież cała blogosfera spotka się tam w górze.
    Wtedy to inni będą machać nam.

    OdpowiedzUsuń
  43. Dziękuję za twoją osobę mimo iż się nie znaliśmy.
    Będziesz zawsze w sercach tych którzy cię podziwiali. Również małej dziewczynki,która tak jak ty się bała.A teraz może się odważy.

    OdpowiedzUsuń
  44. Dziękuję Ci za wszystko. Mam nadzieję, że kiedyś się spotkamy.

    OdpowiedzUsuń
  45. Nic nie pisałam do tej pory, dziś nadszedł ten dzień :). Byłam na dwóch etatach, gdy walczyłeś o życie. Spełniłam twoje prośby zawarte w liście: nie płakałam, choć moja dusza cierpiała i nie mogłam się pozbierać. Powstrzymałam łzy, zresztą nawet na łzy nie miałam czasu. Przekazuję twoje słowa dalej, są pełne mądrości, w sumie cały taki byłeś. Istniejesz w moim opowiadaniu, w moim sercu i cząstce duszy, którą mi ofiarowałeś. Dziś na dzień życzliwości chciałam ci podziękować. Przejdę do moich ulubionych punktów, przecież wiesz jak ja je kocham. A więc, dziękuję:
    1. Za spotkanie w sieci, dzięki tobie poznałam lepiej zachowanie królików. Pokazałeś mi wiele tuneli i nor, które dobrze odwiedzić.
    2. Za akceptację, niewiele osób akceptuje mój charakter czy wypowiedzi. Ty po prostu odpowiadałeś, a nawet nakierowywałeś mnie na moją prawdziwą osobę. Ani razu nie miałeś do mnie pretensji i cierpliwie czytałeś wszystko co napisałam.
    3. Za możliwy kontakt. Mieliśmy problem z pisaniem do siebie maili, dlatego wymieniliśmy się numerami. Ten numer nadal mam w kontaktach, ale nie napiszę ci już sms. Zostawię na pamiątkę, w końcu jestem sentymentalna.
    4. Za opowieści i wymianę poglądów. Nie bałam się wyrażać twojego zdania i nie musiałam się powstrzymywać. Wiedziałam, że się nie urazisz. Dziękuję ci za to bezpieczeństwo.
    5. Za słowa poparcia, kiedy miałam wątpliwości.
    6. Za przypomnienie o pięknu świata. Przez wiele spraw zapomniałam, że magia jest wszędzie, dzięki Tobie powróciła do mnie magia :)
    7. Za siłę - wspierałeś mnie, nawet nie musiałeś dużo pisać. Twoje słowa były wsparciem i siłą, w ogóle cała twoja osoba. Podziwiałam cię i w sumie nadal podziwiam :)
    Chyba tyle mi wpada do głowy i już zakończę, ale wiedz, że jestem ci bardzo wdzięczna. Za to, że byłeś i zostawiłeś ślad w moim życiu, sercu i duszy.

    OdpowiedzUsuń
  46. Rzadko czytałem Twoje posty. Sam wiesz, że były strasznie długie. Nie, żeby brakowało mi czasu, ale samozaparcia. Jakbym zaczął, to nie skończyłbym czytać przez całą noc, a rano trzeba wstać. Czasem jednak zerkałem. Przez cały ten miesiąc praktycznie nie zaglądałem ani do siebie, ani do Ciebie. Coś mnie dziś tknęło. Długo się nie odzywałeś, pomyślałem "Co u Królika? Milczy tak dziwnie". To prawda, już dawno napisałbyś mi jakiś komentarz, bo taki byłeś.
    Napisałeś mi komentarz czwartego listopada. Miałeś na to siłę, Króliku i napisałeś właśnie do mnie? Ze wszystkich ludzi? Nic nie powiedziałeś, że to ostatni raz, kiedy mogę Ci coś przekazać.
    Nie wiem dlaczego tak bardzo to przeżywam, Króliku. Poznaliśmy się kilka miesięcy temu. Zaczęło się od komentarzy i na nich niestety skończyło. Zabrakło mi odwagi, by poprosić o coś więcej. By mieć coś więcej, niż to, chociaż chciałem. Mówiłem sobie, że zdążę, że przecież mam tyle czasu. Oboje jesteśmy młodzi, co może się stać? No co?
    Nie zdążyłem. I po co zwlekałem, Króliku? Dlaczego nie posłuchałem Ciebie, aby robić to, co chce serce?
    Jesteś i zawsze będziesz najcieplejszą osobą w moim życiu, która śpiewała gdy chciała, grała co chciała i śmiała się choćby nie wiem co. Zawsze pogodny, uśmiechnięty, pełen pasji i siły.
    Byłem tylko smugą w Twoim życiu, a może mogłem być kimś więcej. Żałuję, bo teraz rozpaczam po Tobie jak bóbr, chociaż wiem, że nie chcesz tego. Tylko to boli, gdy dobry człowiek odchodzi od Ciebie, a Ci źli otaczają nas cały czas. Nawet jeśli nie zdążyłeś zrobić tego, co chciałeś z tym człowiekiem.
    Nawet jeśli nie zdążyłeś...

    Nie lubię ludzi. Dobrze o tym wiedziałeś. Ale Ciebie, Króliku, kocham. Za to, jak działasz na innych i na mnie.
    Zaśpiewam dla Ciebie, chociaż nie potrafię.

    Dalej nie wierzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałem dodać, że mówiłes o przeklętym siódmym listopada. Ja uważam, że cały ten miesiąc jest przeklęty. Zawsze tak się dzieje, co rou, że w październiku, listopadzie albo grudniu, czyli okolicach moich urodzin dzieje się coś naprawdę tragicznego. Ojciec odszedł od matki, zmarł mój pupil, babcia dziadek, odszedł chłopak, przyjaciółka, przyjaciel, a teraz też Ty...
      A teraz też Ty.

      Od pół godziny nie mogę pozbierać myśli i przestać płakać. Chyba naprawdę Cię kocham, chociaż nie zdawałem sobie z tego sprawę, jak bliski jesteś mojemu sercu i jak rozpaczliwie chciałem być Twoim przyjacielem. Czemu nie wyciągnąłem po to ręki?

      Usuń
  47. Wróciłam z niebytu... w sumie teraz głupio tak napisać... wróciłam... wpisałam Twój adres, a Ciebie już tu nie ma. I z tą Twoją nonszalancją piszesz jeszcze, żeby nie płakać... A ja sobie popłaczę, z przekory... bo będzie mi Ciebie brak. Tego Twojego podejścia, sposobu na życie i zabaw z duszą i umysłem, których tak chciałam się od Ciebie nauczyć.
    Mam nadzieję, że tam gdzie jesteś, jesteś szczęśliwy. Bo przecież przeżyłeś swoje krótkie życie pełniej, niż niejeden człowiek, który umiera w późnej starości.
    Żegnaj Kordianie, do zobaczenia gdzieś kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
  48. Miesiąc Króliku a ja mam wrażenie że to było wczoraj. Nadal nie mam listu dla Ciebie, nadal czuję żal i nadal tak bardzo mi brak Twoich powrotów. Nadal lecą łzy . . . Tylko wiesz Króliczku dziś napisała bym Ci że mam to gdzieś. Dziś znów bym uciekla...znów . . . Króliczku . . Tęsknię wiesz?

    OdpowiedzUsuń
  49. [`] pomarańczowy plomień, tak Króliczq to się nie zmieni. . Dzis niech pada, potrzebuje tej chorej myśli, że gdzieś tam jestes :) i nie to nie jest ironiczny uśmiech, tym razem jest taki by ukryć łzy. Tęsknię, to też się nie zmienia.

    OdpowiedzUsuń
  50. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  51. Pierwszy raz od bardzo długiego czasu otworzyłam się znów na blogosferę. Zaczęłam nadrabiać zaległości, czytać nieprzeczytane posty. I oto raptem weszłam tutaj i czytam słowa Fridy. Nie byłam ani aktywną ani długoterminową czytelniczką Twojego bloga. Lubiłam tu jednak zaglądać, przeczytać, dowiedzieć się czegoś ciekawego, czy też coś zrozumieć. O wiele lepiej niż ja potrafiłeś wypełnić swoje życie. A mimo to ja tu wciąż jestem, pisząc te słowa w wirtualną przestrzeń. Pisałeś, by nie płakać, by Cię nie żałować robię to, choć przecież znałam Cię tylko troszeczkę.
    Gdziekolwiek jesteś trzymaj się Króliku. I może pozdrów mojego brata, którego nie było dane mi poznać.
    Smutno mi teraz...

    OdpowiedzUsuń
  52. Mowiles nie placz ze odchodze tylko ciesz sie ze moglem byc . . . Tyle jeszcze mialam Ci powiedziec . .

    OdpowiedzUsuń
  53. Padało Króliczku . . I znów zbyt wiele u mnie deszcze. Tylko raz na chwile było slonce. 12 dni hm nie, nie liczę, to tylko tak, samo wychodzi.

    OdpowiedzUsuń
  54. Naprawdę, to już tyle miesięcy minęło...? A ja pamiętam jak dziś ten dzień i to jak zobaczyłam ten wpis. Pusto tu bez Ciebie Króliku. Za każdym razem jak tu wchodzę, czegoś tu brakuje....

    OdpowiedzUsuń
  55. Rok bez Ciebie... Bez przerwy w mojej pamięci. Miałabym Ci tyle do opowiedzenia... Wiem jednak, że jesteś, wędrujesz gdzieś tam wolny, szczęśliwy i jak zawsze pełen miłości. Pamiętam, będę pamiętać Włóczykiju!

    OdpowiedzUsuń
  56. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  57. Pierwszego listopada nie mogłam zapalić Ci żadnej lampki i pewnie nigdy mi się nie uda. Postanowiłam więc zostawić tutaj ślad wspomnienia. W miejscu, gdzie zostawiłeś mam cząstkę siebie. Nadal pamiętam. To było kilka komentarzy, kilka wskazówek. Chociaż wiedziałam, że niosą z sobą wiele prawdy, dopiero teraz zauważyłam, że były jeszcze bardziej cenniejsze. "Nie każdy jest dla każdego", to bardzo proste słowa, a jak bardzo o tym zapomniałam. Starałam się o uwagę ludzi. Ludzi, w których towarzystwie czułam się źle, którzy nie zawsze byli dla mnie dobrzy. Nadal nie mam przyjaciół, ale zyskałam znacznie więcej. Mój przyjaciel stał się kimś więcej. Wreszcie miałam odwagę, aby powiedzieć to, co chcę. Usłyszałam to, co chciałam. I gdy wszystko działo się tak, jak sobie wymarzylam, pojawiła się myśl: czy mi pomogleś? Ten rok był piękny, choć nie zawsze działo się dobrze. Posmakowałam wielu rzeczy, nawet bólu rozstania. Zakończyła się jedna przygoda i gdy wszystko zostało wyjaśnione, spotkałam bratnią duszę. Uczę się więcej mówić, nie być ponura, odmawiać i mówić o swoich pragnieniach. Dziękuję Ci, że pomogleś w mojej zmianie. Nadal wspominam te ciepłe słowa. Już nie bloguję. Feihoshi

    OdpowiedzUsuń
  58. Pierwszego listopada nie mogłam zapalić Ci żadnej lampki i pewnie nigdy mi się nie uda. Postanowiłam więc zostawić tutaj ślad wspomnienia. W miejscu, gdzie zostawiłeś mam cząstkę siebie. Nadal pamiętam. To było kilka komentarzy, kilka wskazówek. Chociaż wiedziałam, że niosą z sobą wiele prawdy, dopiero teraz zauważyłam, że były jeszcze bardziej cenniejsze. "Nie każdy jest dla każdego", to bardzo proste słowa, a jak bardzo o tym zapomniałam. Starałam się o uwagę ludzi. Ludzi, w których towarzystwie czułam się źle, którzy nie zawsze byli dla mnie dobrzy. Nadal nie mam przyjaciół, ale zyskałam znacznie więcej. Mój przyjaciel stał się kimś więcej. Wreszcie miałam odwagę, aby powiedzieć to, co chcę. Usłyszałam to, co chciałam. I gdy wszystko działo się tak, jak sobie wymarzylam, pojawiła się myśl: czy mi pomogleś? Ten rok był piękny, choć nie zawsze działo się dobrze. Posmakowałam wielu rzeczy, nawet bólu rozstania. Zakończyła się jedna przygoda i gdy wszystko zostało wyjaśnione, spotkałam bratnią duszę. Uczę się więcej mówić, nie być ponura, odmawiać i mówić o swoich pragnieniach. Dziękuję Ci, że pomogleś w mojej zmianie. Nadal wspominam te ciepłe słowa. Już nie bloguję. Feihoshi

    OdpowiedzUsuń
  59. Pierwszego listopada nie mogłam zapalić Ci żadnej lampki i pewnie nigdy mi się nie uda. Postanowiłam więc zostawić tutaj ślad wspomnienia. W miejscu, gdzie zostawiłeś mam cząstkę siebie. Nadal pamiętam. To było kilka komentarzy, kilka wskazówek. Chociaż wiedziałam, że niosą z sobą wiele prawdy, dopiero teraz zauważyłam, że były jeszcze bardziej cenniejsze. "Nie każdy jest dla każdego", to bardzo proste słowa, a jak bardzo o tym zapomniałam. Starałam się o uwagę ludzi. Ludzi, w których towarzystwie czułam się źle, którzy nie zawsze byli dla mnie dobrzy. Nadal nie mam przyjaciół, ale zyskałam znacznie więcej. Mój przyjaciel stał się kimś więcej. Wreszcie miałam odwagę, aby powiedzieć to, co chcę. Usłyszałam to, co chciałam. I gdy wszystko działo się tak, jak sobie wymarzylam, pojawiła się myśl: czy mi pomogleś? Ten rok był piękny, choć nie zawsze działo się dobrze. Posmakowałam wielu rzeczy, nawet bólu rozstania. Zakończyła się jedna przygoda i gdy wszystko zostało wyjaśnione, spotkałam bratnią duszę. Uczę się więcej mówić, nie być ponura, odmawiać i mówić o swoich pragnieniach. Dziękuję Ci, że pomogleś w mojej zmianie. Nadal wspominam te ciepłe słowa. Już nie bloguję. Feihoshi

    OdpowiedzUsuń
  60. Kordianie, wciąż pamiętam...

    OdpowiedzUsuń
  61. Jestem w ogromnym szoku. Nie wiem, co napisać..
    Zaglądnąłem tu po wielu miesiącach przerwy.
    To strasznie, że odchodzą tak wartościowi ludzie w tak młodym wieku.
    Ogromny szacunek dla Ciebie za to, że będąc w takim stanie myślałeś o swoich czytelnikach i o pożegnaniu z nimi.

    OdpowiedzUsuń
  62. Napisałeś mi kiedyś, że "nie, każdy człowiek jest dla człowieka".
    Trafiłam ma ludzi dla mnie i jestem szczęśliwa.
    Wciąż pamiętam.

    OdpowiedzUsuń